Kolejna edycja zawodów MTB w Piekoszowie dostarczyła wielu sportowych emocji i dobrej zabawy. Tegoroczne warunki do ścigania były bardzo sprzyjające – dopisała zarówno pogoda, jak i temperatura, dzięki czemu można było w pełni skupić się na rywalizacji i czerpać przyjemność z jazdy.

Ogień od startu
Start w Piekoszowie do łatwych nie należy. Chyba najlepszą formą startu jest podjazd, ale oczywiście nie zawsze jest to możliwe. W Piekoszowie pierwsze kilometry są bardzo wymagające i co roku zastanawiam się, czy przedstartowa rozgrzewka ma tutaj jakiś sens. Dużo płaskiego terenu pokonywanego w odpowiednim tempie rozgrzeje każdego. Dodatkowo trzeba bardzo mocno dokręcać po kolejnych zakrętach, żeby utrzymać koło zawodników przed nami. Chwila nieuwagi to klasyczne gonienie odjazdu i jeszcze mocniejsze dogrzanie przed najważniejszym odcinkiem w terenie.


Długie, płaskie odcinki nie każdemu odpowiadają, jednak właśnie taki charakter jest znakiem rozpoznawczym Piekoszowa i ma swój niepowtarzalny urok. Pozwalają one utrzymać wysokie tempo, a jednocześnie wymagają dobrej pracy w grupie i umiejętnego rozłożenia sił.
Las
Leśne fragmenty nie należały do bardzo wymagających technicznie, ale nie oznacza to, że były całkowicie łatwe. Miejscami tempo spowalniały luźne patyki oraz poprzewracane drzewa zalegające na trasie. Takich niespodzianek w tym roku było więcej niż na wszystkich edycjach MtbCrossMaraton razem wziętych. Trochę to przeszkadzało i miejscami przypominało zawody przełajowe. Z drugiej strony wizyta leśników w lesie zawsze oznacza totalne rozwalenie wszystkich ścieżek, wiec powiedzmy, że jest ok. Nie zabrakło również odcinków prowadzących po liściach i leśnej ściółce, gdzie podłoże nie było do końca widoczne. Na szczęście takich fragmentów nie było zbyt wiele, dzięki czemu trasa przez większość czasu pozwalała na płynną i dynamiczną jazdę.





Na trasie znalazło się także kilka bardzo fajnych nawrotek, które urozmaicały rywalizację i wymagały precyzji podczas pokonywania zakrętów. Jedynym elementem, który momentami mógłby zostać dopracowany, było oznakowanie – w kilku miejscach mogło być bardziej czytelne, aby wyeliminować chwile zawahania. Trudno jednoznacznie określić dlaczego, ale to właśnie w Piekoszowie zawsze jest najwięcej kontrowersji dotyczących oznakowania trasy. Trasa jest faktycznie magiczna i nie jeden sezon już to udowodnił. Tempo rywalizacji również do niskich nie należy, a w takich okolicznościach zawsze łatwiej o pomyłki.





Wyniki
Na mecie najważniejsze były jednak dobre wyniki naszej drużyny. Wszyscy pokazali się z bardzo dobrej strony, osiągając solidne rezultaty i potwierdzając wysoką formę. Piekoszów po raz kolejny udowodnił, że choć nie jest trasą typowo techniczną, potrafi zapewnić świetne ściganie i dostarczyć wielu pozytywnych wrażeń. TOP 3 najlepszych tras MtbCrossMaraton pozostaje oczywiście bez zmian, ale do Piekoszowa zawsze warto się wybrać. Przed nami wakacje od poważnego ścigania. Najbliższa okazja, to dopiero wrześniowe Starachowice.