Northwave Ghost XCM

Szukając butów do maratonów trudno, przejść obojętnie obok propozycji: Northwave. Włoskie nowoczesne wzornictwo oraz ciekawe rozwiązania z zapięciem BOA sterowane jednym pokrętłem kuszą, a „XCM” w nazwie nie pozostawia złudzeń co do przeznaczenia. Mnie skusiła przede wszystkim ich prosta konstrukcja. Nienawidzę czyścić butów, a uwielbiam mieć je czyste. Brak rzepów, klamer i innych wystających elementów, za którymi sezonujemy błoto było argumentem wystarczającym.

Ochrona:

Przed zakupem wypada również zwrócić uwagę na zabezpieczenie buta przed przetarciami. Nigdy nie wiadomo, co nas spotka na trasie, a ryzyko „butowania” jest znacznie większa niż na szosie. W tym modelu jest to zgrabnie wykonane, ponieważ ochrona (przynajmniej w czarnym kolorze) niewiele odbiega kolorem oraz strukturą od głównego materiału buta i występuje w najbardziej newralgicznych miejscach. Gumowy materiał nie niszczy się łatwo, co widać na obrazkach. Jako że nie lubię zmieniać nic w trakcie sezonu, dopiero po kilku tygodniach testów zdecydowałem się, wziąć buty na Cyklokarpaty w Kasinie. Kto był, ten wie, że level był wysoki, a w wielu miejscach było konieczne prowadzenie roweru w gruzowisku. Praktycznie nowe buty zmobilizowały mnie do przejeżdżania nieprzejezdnych odcinków z obawy przed uszkodzeniem moich pięknych nowych butów. Jak widać jest to też niezły sposób na pozytywną mobilizację. Po całym sezonie Ghosty wciąż wyglądają dobrze, a jedyne uszkodzenia, co zrozumiałe, widać od dołu.

Podeszwa:

Podeszwa to twarda sztuka! Hasło ze strony producenta: „Push harder, do it further” nabiera większego sensu. Faktycznie, porównując buty do moich wcześniejszych, które były jaszcze droższe i również z karbonowa podeszwą…, zdecydowanie czuje różnicę! Tak sztywny karbon zdecydowanie sprawdza się na podjazdach, gdzie można poczuć transfer mocy jak na szosie. Z kolei przy dłuższych zjazdach czasami brakuje mi odrobiny wytchnienia, ale zgadzam się na taki kompromis.

Zapięcie:

To zdecydowanie najbardziej kontrowersyjny element. Wygląda co najmniej dobrze, ale pozostawia sporo do życzenia, jeśli chodzi o trzymanie stopy. Po kilku tygodniach udało mi się trochę opatentować temat zapinania i dzięki przyciąganiu linek ręcznie i dopiero na końcu kręcenia zamknięciem, udaje mi się uzyskać w miarę dobry poziom zapięcia. Buty słabo trzymają powyżej palców, nie czujemy pełnej integracji z butem i nie dziwi mnie, że po niecałym sezonie Ghosty w najwyższym wydaniu doczekały się wersji na dwa pokrętła.

Krótki film prezentujący jedyne słuszne zakładanie buta.

Wygoda:

Buty są sztywne i dopiero kilka przejazdów odrobinę zmieniło sytuację lub też ja przywykłem do takiego stanu rzeczy. Ze względu na brak języka nie najlepiej wygląda ich zakładanie. Osobiście, bez łyżki do butów nawet do nich nie startuje. W okolicach Achillesa buty posiadają materiał zapobiegający zsuwaniu się buta, ale też nie ułatwia on zakładania butów w konwencjonalny sposób.

Wentylacja:

Przewietrzanie jest na zadziwiająco wysokim poziomie. Patrząc na zabudowaną konstrukcję , z dwoma niewielkimi wywietrznikami i całą masa małych dziurek, spodziewałem się znacznie gorszego wyniku. Dodatkowo, w deszczowe dni buty bardzo dobrze chronią przed przemoczeniem. Nie wiem, jak to osiągnęli producenci, ale ważne, że działa.

Film i zdjęcia: http://peesmovie.pl

Komentowanie jest wyłączone.