Za nami trzecia runda Pucharu Świata w Novym Mescie na Morave. Z perspektywy polskiego kibica jest to punkt obowiązkowy, ponieważ w całym kalendarzu nie będzie już żadnej edycji bliżej naszego kraju. Jak co roku polskich kibiców nie zabrakło. Tych z Czech również, pomimo tego, że w niedzielę mieli na głowie ważniejsze wydarzenie, czyli finał Mistrzostw Świata w hokeja z udziałem ich drużyny narodowej.

Pidcock to lubi
Czwarta wygrana z rzędu w zawodach rozgrywanych w Novym Mescie na Morave dla Thomasa Pidcocka. Gość ewidentnie lubi tę trasę a wygrana w tym roku przyszła mu wyjątkowo łatwo. Tak to przynajmniej wyglądało z perspektywy widza. W zeszłym roku Brytyjczyk stoczył bardzo zaciętą walkę z Joshua Dubau. W tym roku najtwardsze warunki starał się postawić wielki Nino, który również czeską trasę bardzo lubi. Nikt jednak nie był w stanie przeciwstawić się formie Pidcocka. Szkoda, że ewidentnie słabszy dzień miał Victor Koretzky, czyli jeden z najmocniejszych w sezonie 2024. Mogła wyjść z tego naprawdę niezła walka.
Pidcock chyba zawsze dobrze się bawi na czeskiej trasie. Jak wspominał w po startowym wywiadzie, za każdym razem podczas trwania zawodów jechał nową linią. To też pokazuje, że w Novym Mescie jest gdzie wyprzedzać, tylko oczywiście trzeba mieć pod butem. Trudnych podjazdów jest kilka. Można na nich zgubić dużo cennego czasu w momencie, kiedy zawodnik straci równowagę, a takich sytuacji nie brakowało, zwłaszcza przy większym zmęczeniu.
Paulina na emeryturę
To był bardzo udany weekend dla ekipy Ineos, ponieważ w wyścigu kobiet bezkonkurencyjna okazała się Pauline Ferrand Prevot. Francuzka wygrała jeszcze pewniej niż Pidcock. Odegrała się trochę za nieudane Mistrzostwa Europy, które rozgrywane były w warunkach gorszych niż najbrudniejsze przełaje. Do tego temperatura też daleka była od myśli, że kolarstwo górskie to dyscyplina letnia. Wszystko skończyło się dla Francuzki upadkiem, uszkodzonym hamulcem i wycofaniem z rywalizacji. W normalnych warunkach widać, że forma jest. Zakładam, że jak dla każdego Francuza, najważniejsze dopiero nadejdzie, mówię oczywiście o olimpiadzie w Paryżu. Porównując formę Prevot z obecną dyspozycją Lecomte, to mówimy o zupełnie innym sporcie, a czasu zostało niewiele.


Smutną informacją dla fanów Pauline jest ogłoszenie, że z końcem obecnego sezonu zamierza zakończyć swoją karierę MTB. Zapewne skoncentruje się na wyścigach szosowych i gravelowych. Być może wróci na trasy CX. Oczywiście szkoda tak dobrej zawodniczki, ale dobrze jest też odejść będąc najlepszym.
Olimpijski HT
Po raz kolejny chciałbym wrócić do Loany Lecomte, która uparcie przygotowuje się do olimpijskiej trasy, startując już od zeszłego sezonu na hardtailu. Bardzo mocno się zastanawiałem podczas zawodów w Novym Mescie, ile zawodowy kolarz potrzebuje czasu, żeby dobrze oswoić się z danym rowerem. Mnie, jako totalnemu amatorowi, wystarczyłby chyba tydzień jazdy. Patrząc na Prevot, która zapewne też wystartuje na HT, ona wciąż dobiera rower pod trasę. A w Czechach jazda na sztywnym rowerze, to proszenie się o problemy. Trudne rockgardeny. Podjazdy z masą korzeni. W takich warunkach trudno o lepszy rower niż full, no chyba że ktoś nie chce wygrać. Osobiście mocno wątpię, czy Pidcock lub Prevot, wygraliby swoje wyścigi, jadąc w Czechach właśnie na sztywnym rowerze.
Potknięcia faworytów
Czeskie Morawy bardzo mocno zweryfikowały wielu zawodników, którzy jeszcze kilka tygodnie wcześniej byli w doskonałej formie. Chyba najbardziej jaskrawy przykład to Christopher Blevins. Dopiero 29 miejsce na mecie, to zdecydowanie rezultat daleki od oczekiwań. To ogólnie był nie najlepszy weekend dla męskiej części teamu Specialized. Jeszcze gorszy wynik (36) zajął młody Martin Vidaurre, który w Brazylii błyszczał formą, zwłaszcza na zawodach XCC. Słabo pojechał również jeden z faworytów i zwycięzca sobotniego XCC, czyli Victor Koretzky. Nie wiem dokładnie czy to był efekt tylko słabszego dnia, czy faktycznie Francuz miał w trakcie wyścigu jakieś problemy techniczne.
Jego rodak Jordan Sarrou również nie będzie miło wspominał tegorocznej wizyty w Czechach. Podczas zawodów testowany był nowy system zawieszenia w BMC, który oparty będzie na elektronice. Test na pewno da trochę do myślenia, ponieważ 27 miejsce na mecie dalekie jest od możliwości Sarrou. Również poniżej swojego poziomu zaprezentował się Filippo Colombo (18). Brazylijski klimat zdecydowanie bardziej mu służył.


Wśród kobiet niespodziewanie słabych wyników również nie brakowało, a tym który najbardziej rzuca się w oczy, jest bardzo odległe miejsce na mecie Jolandy Neff. Niedzielną rywalizację zaczęła całkiem dobrze jak na jej standardy. Dalsza część wyścigu pozostanie już tajemnicą, ponieważ w czołowej grupie, ani którejkolwiek pościgowej trudno było szukać Szwajcarki. Ostatecznie niedzielne zawody ukończył na odległym 46 miejscu.
Na pewno nikogo specjalnie nie zaskoczył brak startu w wyścigu głównym przez Jenny Rissveds. Szwedka w sobotę podczas XCC mocno upadła i nie wyglądała na osobę, która na drugi dzień wsiądzie na rower. Całe szczęście według wstępnych informacji nic poważnego jej się nie stało i powinna niebawem wrócić do pełnej formy.
Forma Polaków
Jak zawsze zawody w Novym Mescie dają olbrzymią szansę dla naszych zawodników na start, a dla kibiców na oglądnięcie zawodów na światowym poziomie, nie tak daleko od domu. Nasi zawodnicy w nich również pokazali się z niezłej strony. Paula Gorycka ukończyła zawody elity kobiet na 28 miejscu, Niewiele gorzej pojechał nasz najmocniejszy Polak Krzysiek Łukasik – 33 na mecie. Takie wyniki wydają się idealnie odzwierciedlać aktualne możliwości naszych zawodników. Nie są to złe rezultaty, ale oczywiście każdy widziałby biało-czerwonych walczących przynajmniej o pierwszą dziesiątkę.
Blisko takiego rezultatu jest za to Matylda Szczecińska, która rywalizację U23 kobiet, ukończyła na 11 miejscu. Ogólnie wyniki Matyldy w tym sezonie napawają optymizmem. Ubiegły rok, który miał być kluczowy w dalszym rozwoju jej kariery, okazał się być totalną klapą. Zawodniczka, która zapowiadana była na wielką gwiazdę i faktycznie miała na to papiery, mówiąc krótko, nie zaprezentowała w zeszłym roku nawet namiastki tego jakie były wobec niej oczekiwania. Rok spędzony w hiszpańskiej ekipie musi jak najszybciej zapomnieć. Patrząc na wywiady widać, że wrócił optymizm i jazda na rowerze znowu sprawia jej radość, a to chyba podstawa do tego, żeby uprawiać tak trudną dyscyplinę sportu.