Ten rok będzie rekordowy pod względem przewyższeń na trasach DareToBe MTB Maraton. Zaczęliśmy od bardzo wymagających Wadowic, a w ubiegły weekend dużo łatwiej nie było. Były lata, w których organizator trudne maratony przeplatał tymi bardziej płaskimi. Myślę jednak, że obecny rok to dobry kierunek. Niech te maratony kojarzą się właśnie z trudnymi górskimi trasami, które dla wielu będą prawdziwym wyzwaniem.

Co tam w pogodzie…
Po wymuszonej absencji w Wadowicach, to Stryszawa była dla mnie pierwszym i długo wyczekiwanym górskim maratonem MTB. Sobota – analiza trasy i pogody. Wszystkie znaki na komórce mówiły, że wieczorem przejdzie bardzo mocna burza z deszczem. Tak też niestety było. chyba wole jak już się te prognozy nie sprawdzają. I w nocy faktycznie była taka burza, że trzeba było okna w mieszkaniu zamykać. Błyskawice rozświetlały wszystko, a ja z pełną desperacją walczyłem o jak najlepsze wyspanie i regenerację przed niedzielnym ściganiem.
Po ciężkiej nocy nastawienie i tak bojowe, bo trasa przecież jest wodoodporna, a w trakcie dnia ma być chłodno i bez deszczu. Niedziela rano po przebudzeniu, widzę wiadomość od Michała: „odpuszczam dzisiaj, nie mam siły na kolejne zawody w wodzie!”. PiekŁoszów zrobił rzeź. Komórka po raz kolejny poszła w ruch. Szybko sprawdzam pogodę i radary. Nie lubię takich dylematów w dniu startu. Jechać, nie jechać? Analiza innych opcji startowych tego dnia to aż 3-4 szosowe alternatywy, na które wieczorny deszcz nie ma żadnego wpływu. Patrzę na idealnie przygotowany rower MTB ze świeżo założonym kokpitem…JADĘ! Temperatura rośnie, chociaż na drodze dojazdowej wszędzie mocne chmury i trochę deszczu, które nie napawają optymizmem.
Start
Na miejscu szybki rozruch i punkt 11 startujemy. W sektorze niestety sporo mocnych osób, już wiem, że walka o wygraną będzie bardzo trudna. Trasa średniego dystansu to 41 km i 1900 up. Wymagająca, techniczna z 3-5 mocnymi podjazdami w tym pierwszy już od samego startu. Tym razem wszystkie dystanse ruszają razem, więc do rozjazdów nie wiemy dokładnie kto zjedzie na mniejszy lub dłuższy dystans i za kim warto mocniej przycisnąć.


Na początkowym podjeździe szybko zebrała się około dziesięcioosobowa grupka, która ostatecznie podzieliła się na trzy mniejsze. Mocny podjazd w lesie okazał się bezproblemowy do podjechania. Na szczycie, można było spotkać już więcej mokrego podłoża oraz dużą ilość zalanych dróg. Zjazdy mokre, ale szybkie. Opony dość dobrze trzymają, więc można było się całkiem nieźle napędzić. W tej fazie wyścigu kilka osób mocniej odjeżdża od reszty. Ja staram się jechać swoje. Wiem, że Stryszawa to nie wyścig XC. Co prawda dystans nie jest długi, ale pionu na tak krótkim dystansie sporo. Od początku i tak nie idzie mi najlepiej. Jakieś wyjątkowo ciężkie nogi tego dnia i w konsekwencji morale spada.





Walka o przetrwanie
Po godzinie jazdy napotykam teamowego kolegę Łukasza. Widzę, że nie tylko ja już zmagam się z trudami trasy, a skoro jednak nie idzie mi aż tak źle, to trzeba przyspieszyć! Temperatura mimo zapowiedzi bardzo wysoka i jest gorąco, wręcz parno. Skurcze zaczynają dawać o sobie znać. Po drodze mijamy dwa bufety z idealna obsługą.
Na jednym z końcowych długich zjazdów przestrzelam trasę i ląduje na podwórku u bacy. Z każdej strony pozabezpieczany teren bez możliwości przejścia. GPS szaleje i sam nie wiem, gdzie jestem i jak się stąd wydostać. Powrót też ciężki, bo pod górę, po trawie, na której próżno szukać śladów opon. Myślałem, że już po zawodach i cały dotychczasowy wysiłek poszedł na marne. Dłuższą chwilę szukam i kombinuje, jak się wydostać z tej beznadziejnej sytuacji. Trochę wspinaczki i już na spokojnie udaje mi się wrócić na szlak. Szlag by to…, ale uffff.






Po raz kolejny spotykam Łukasza, więc kalkuluję, że nie koniecznie straciłem wiele miejsc, ale na pewno sporo czasu. Puszczam się mocno w dół i gonie. Na ostatnim podjeździe miły bufet funduje nam jakaś rodzinka, gdzie dzieci z uśmiechem podają wodę w kubeczkach. Miło! Ostatni podjazd dojeżdża do mnie ktoś z czołówki, kto również się pogubił. Szybki zjazd i meta. 3 open i 2 M4. Mogło być lepiej, ale patrząc kto wygrał, to mogło być niewiele lepiej.
Trasa bardzo fajna. Mocna, mecząca i techniczna. Dokładnie taka jakiej oczekiwałem i taka jaką zapamiętałem z lat ubiegłych. Najważniejsze, że pomimo burzliwej nocy, była w całości przejezdna. Nie jedna osoba zaliczyła glebę na zjazdach, ale trudno się dziwić, trasa nie bierze jeńców. Nad oznaczeniami bym na przyszłość popracował. To moja trzecia Stryszawa i zawsze gdzieś błądzę, mimo że jeżdżę z trackiem. Z drugiej strony, co on daje w lesie i kto na to patrzy?
Wyniki: https://maratonmtb.pl/stryszawa-2/stryszawa-wyniki/
Zdjęcia: DareToBe Maraton MTB