Sezon 2024 był prawdopodobnie najlepszym w całej historii Dare To Be Maraton Mtb. Najlepsze trasy, najciekawsze nowości, powroty w lubiane rowerowo rejony, dobre modyfikacje starych tras. Świetnym tego podsumowaniem był ubiegły weekend i kultowa trasa w Piwnicznej Zdrój, która zyskała nowe odcinki i nie straciła na uroku.

Królowa tras
Wszyscy czekali na zmodyfikowaną trasę w Piwnicznej. Przed startem okazało się, że wiele osób nawet nie wiedziało, że trasa uległa zmianie. Do Piwnicznej jedzie się w ciemno. Wiadomo, że będzie ciężko, zarówno pod górę jak i w dół. Nie zawsze trzeba sprawdzać statystyki, profile, mapy. Tam wypada być minimum raz w roku.
W przedstartowych rozmowach dało się odczuć, że rezygnacja z drugiego podjazdu, znanego z poprzedniej wersji trasy, to ruch w dobrą stronę. To był wyjątkowo męczący podjazd, który na całej długości był bardzo sztywny, a nawierzchnia zmieniała się ze złej w jeszcze gorszą. Ale to już za nami. W tym roku nie mieliśmy łatwiej, ale wszystko stało się jakoś tak bardziej rowerowe.
Start
Dość nietypowo na Dare To Be, start odbył się w sobotę i równie nietypowo o godzinie dziesiątej. Mam nadzieję, że nikt nie pojawił się na starcie w niedzielę o jedenastej, ale ja byłem tego bardzo bliski. Całe szczęście ludzie z ekipy czuwają i wyprostowali mój kalendarz. Na starcie pojawiło się blisko dwustu zawodników, startujących na jednym z trzech zaplanowanych dystansów. Najwięcej jak zwykle przyciągnął najkrótszy dystans Quarter, ale w Dare To Be nawet Qarter to mocna jazda.




Pierwszy asfaltowo-betonowy fragment trasy nie uległ zmianie. Tutaj oczywiście nic się nie da więcej wymyślić. Droga wąska, ale idealnie rozciąga stawkę i przed leśnymi sekcjami, większość jedzie już na swoim miejscu w szeregu. Zero stresu, żadnej nerwówki i przepychania.
W prawo
Pierwsza część trasy to właśnie ta nowość, o której tak głośno. Nie ukrywam, że lubiłem pierwszy zjazd z poprzedniej wersji trasy, ale mając w perspektywie to co nas czekało po tym zjeździe, można było go poświęcić. Tym razem zamiast w stronę Eliaszówki, pojechaliśmy w stronę Rezerwatu Biała Woda. Technicznie teren nikogo niczym specjalnym nie zaskoczył. Zjazd w dużej mierze poprowadzony był przez łąki. Widoki były piękne i nawet ja poświęciłem kilka sekund koncentracji, rzucając okiem na okoliczne tereny. Przy okazji pierwsza grupa zawodników przegoniła spacerujące po polach krowy, więc wszyscy pozostali mieli już dużo łatwiej.
Nowością dla stałych bywalców zawodów w Piwnicznej, ale tych startujących na najkrótszym dystansie, był Wielki Rogacz z jego flagową kamienistą końcówką. Podjazd od strony Jaworek był przyjemny i nawet byłem bliski pokonania go w całości w siodle, ale ktoś mi przeszkodził i nie było odwrotu. Wiedziałem, że będzie jeszcze jedna szansa tego dnia, ale zdawałem też sobie sprawę, że nogi będą cięższe.




Ostatni podjazd sezonu
Ponowny wyjazd w stronę Wielkiego Rogacza, ale tym razem od strony Rytra, to już stały punkt trasy w Piwnicznej. Dwanaście kilometrów podjazdu, który w wielu miejscach przekracza 20%. Większość trzeba jechać z siodła, ponieważ tylko taka jazda daje nam odpowiednią trakcję. To męczy nawet pomimo tego, że do końcówki sezonu byłem dobrze przygotowany, jeszcze dłuższymi podjazdami zrobionymi na wakacjach. Na szczycie bolało mnie wszystko a wiedziałem, że do mety będzie jeszcze kilka mniejszych, ale sztywnych wzniesień.
Wiele wskazuje na to, że ostatni zjazd został lekko zmodyfikowany względem lat ubiegłych. Doszło kilka stromych odcinków w dół, wszystkie wszystkim się podobały. Jak zwykle dużo kamieni, ale wszystko w suchych, przewidywalnych warunkach i z pełną kontrolą.





Ostatni asfaltowy podjazd zawsze boli. Na profilach tras wygląda on niegroźnie, ale po trudach trasy potrafi dobić. Przy okazji musze zauważyć, że Piwniczna powinna poważnie pomyśleć nad remontem tej drogi, bo w niedalekiej przyszłości auta osobowe już tam nie wjadą. Z drugiej strony może to i dobry kierunek. Nie będzie to końcówka asfaltowa tylko szutrowa.
Tak jak wspominałem we wstępie, cały sezon Dare To Be trzeba oceniać najwyższymi notami. Dobry kierunek rozwoju, koncentrujący się gównie na trasach w poważnych górach. Frekwencja na każdej edycji raczej dopisała i chyba też pierwszy raz w historii organizatorzy nie walczyli z powodzią, huraganem, upałami, śniegiem itp. Jeszcze na początku sezonu rozmawiałem z organizatorem i można było odnieść wrażenie, że nie wszystko idzie po jego myśli. W rezultacie jednak wyszło więcej niż dobrze.



Wyniki: https://maratonmtb.pl/piwniczna/wyniki/
Zdjęcia: Dare To Be Maraton Mtb