Po całym sezonie intensywnych jazd, trzeba w końcu rozliczyć się z Tufo Speedero. Opony z jednej strony kocham a z drugiej nienawidzę. Spodziewałem się trochę więcej w terenie, ale tak racjonalnie podchodząc do sprawy – to nie są opony terenowe i chyba wymagałem od niech zbyt wiele.

Parametry
Testowane opony są w wersji wzmocnionej HD i szerokości 40mm. Oczywiście wszystko jest zalane mlekiem Trezado i cały rok nawet raz nie uzupełniałem zawartości opon. Tylne koło już wyraźnie za szybko traci powietrze, ale jak na cały sezon to dobry wynik. Zakładam, że w środku jest już totalna susza.
Standardowe ciśnienie przy obręczach 19 mm wew. to: 1.8 – 2.1 tył i 1.7 – 1.8 przód. Wszystko oczywiście dobierałem pod kątem ilości asfaltu na danej trasie. Jak jechałem w nieznane, to zazwyczaj stosowałem niższe ciśnienie dbając o większy komfort. Jeszcze lepszym wynikiem jest to, że opony ani razu mnie nie zawiodły na tyle, żebym nie wrócił do domu na rowerze. Warto też wspomnieć, że nie miały łatwo i wydaje mi się, że nawet były testowane mocniej niż powinny.
Przeznaczenie
Opony widziały wszystko. Kamienie, korzenie, piachy, błoto. Wjeżdżałem rowerem gdzie się dało i oczywiście raz było lepiej a raz gorzej. Gorzej, oczywiście w bardziej ambitnym terenie i w trudnych warunkach.
Speedero, to opony na twarde nawierzchnie i w takich warunkach stawiają bardzo niskie opory. Będąc w szczycie sezonu testowaliśmy nowego Rondo Ruuta. Tam były bardziej terenowe Pirelli i na długiej trasie przeplatanej terenem i asfaltem, wyraźnie odczułem różnicę w zmęczeniu na mecie. Pirelli oczywiście biły na głowę zdolnościami w terenie i już sam profil opony robił dobrą robotę. Tufo są bardziej zaokrąglone coś na kształt opon szosowych. Pirelli były bardziej kwadratowe, dzięki czemu punkt styku z podłożem był większy. To dawało większe opory, ale w terenie większą trakcje i pewność.




Kupując te gumy wydawało mi się, że boczny bieżnik jest idealny. Mamy tutaj całą masę drobnych klocków, które musiały dobrze gryźć w terenie. Tak naprawdę, to przez Speedero nabawiłem się kolejnych blokad w głowie i teraz wiem, że przeceniłem ich zdolności do brudnej jazdy.
Z całego sezony zapamiętam najbardziej dwie największe gleby związane właśnie z przecenieniem możliwości Speedero. Te dwie sytuacje uświadomiły mi już na cały sezon, że trzeba do tematu podchodzić z kompromisem. Na tych oponach można zrobić naprawdę długie dystanse i nie zmęczyć się wybitnie, ale w terenie trzeba uważać i nie można szaleć.

Jednak pozytywnie
Może się wydawać, że nie jestem do końca zadowolony z Speedero. Tak jednak nie jest. Dla mnie ten sezon to była pierwsza klasa podstawówki w grawelowaniu. Nie miałem na ten temat większego pojęcia i z kupnem opon było podobnie. Szybko trzeba było zmienić myślenie o jeździe w terenie. Speedero, to nie moje Pirelli z MTB w wersji 2.4″. Nie są to nawet RaceKingi w wersji 2.0″ z mojego oldscoolowego Gianta.
Speedero na pewno zostaną na przyszły sezon, ponieważ nauczyłem się na nich jeździć. Jestem w stanie iść na taki kompromis, że w terenie ostrożnie a na twardych pełen piec. Kto wie, może nowe Swampero, które zakupiłem jako wersja bardziej terenowa, okażą się na tyle akceptowalnie dobre na twardych nawierzchniach, że to one będą moim podstawowym zestawem. Możliwe też, że na sezon letni zdejmę opony przełajowe i będę miał dwa zestawy na Tufo, które wybiorę na dana trasę.


Speedero maja na swoim koncie kilka tysięcy kilometrów. W samym październiku i listopadzie zrobiły ponad 1000 według wskazania nowego licznika. Jakiś strasznych ubytków w bieżniku nie ma. Tylna opona jest lekko podmęczona, ale bez przesady – trzeba już mocno porównywać z przodem żeby zauważyć różnicę.
Reasumując. Największe plusy Speedero to: Odporność, i niskie opory toczenia. Jest to dobry zestaw dla długodystansowców. Opony nie zmęczą, a zestaw naprawczy warto wziąć tylko w formie talizmanu. Wiadomo. Jak nie ma pompki to cos musi się przytrafić. Minus jest jeden i jest nim rozbieżność moich myśli względem tego do czego opony zostały stworzone.
Film i zdjęcia: http://www.peesmovie.pl