Najlepsze Gravele 2025 z nastawieniem sportowym

Już kilkukrotnie wspominałem, że rynek rowerów gravelowych idzie w kierunku podziału modeli na te wygodne wyprawowe z geometrią, która dla przeciętnej osoby daje po prostu radość z jazdy. Na drugim biegunie znajdują się rowery, które są nastawione bardziej na ściganie. Są to gravele, które równie dobrze mogą być przełajami z geometria bardziej agresywną i nie koniecznie wygodną dla osób traktujących jazdę na rowerze tylko jako hobby. Na tych modelach koncentrujemy się w naszym artykule, ponieważ tylko przez ostatni rok, takich modeli powstało bardzo dużo.

Trendy

Cechy charakterystyczne takich modeli, to przede wszystkim geometria, gdzie górna rura do rzadkości w okolicach podsiodłówki jest niżej niż przy łączeniu z główką ramy. Dla mnie istotne jest również to, że takie modele pozbawione są dużej ilości gwintów względem modeli bardziej nastawionych na wygodne. Nie jednokrotnie mówiłem, że pogwintowana rama, a zwłaszcza widelec, to dla mnie największe zło jakie można zrobić w rowerze.

Cieszę się również, że gravele bardziej wyścigowe nie idą w kierunku jakiejkolwiek amortyzacji. Mam nadzieję, że te trendy mamy już za sobą. Teraz bardziej spodziewam się zdalnej kontroli ciśnienia w oponach. Od kilku sezonów zawodnicy przeprowadzają testy, zwłaszcza przy okazji takich wyścigów jak Paryż-Roubaix. Moim zdaniem może to być w niedalekiej przyszłości najlepsza zmiana. Jakbym mógł na twardych nawierzchniach mieć wyższe ciśnienie niż w terenie, to nie potrzebuje nic więcej do szczęścia.

Zmieniają się również trendy dotyczące długości ramienia korby i to nie tylko w gravelach. Jeszcze rok temu myślałem, że to jakieś indywidualne fanaberie Pidcocka, który w jednym z wywiadów zapowiadał testy 160mm w swoim MTB od Pinarello. Pidcock jak wiadomo talent ma wielki, ale wzrostu niewiele. Można było to zrozumieć. Ale jak usłyszałem ze WVA testuje 165, to już zastanowiłem się bardziej nad tym tematem. Długość ramion korby może w najbliższym czasie być mocno zrewidowana względem tego na czym obecnie jeździmy.

BMC Kaius

Wszystko zaczął chyba BMC modelem Kaius, który wciąż wygląda, jak to BMC – bardzo dobrze. My prezentowaliśmy już ten model w formie shorta na naszym kanale dobre dwa lata temu. Jeden z moich znajomych ma taki model i twierdzi, że jest to najlepszy rower na jakim kiedykolwiek jechał. Oczywiście biorę jego słowa przez lekki filtr, ponieważ z tego co pamiętam, to o wszystkich poprzednich swoich rowerach mówił dokładnie tak samo. Zapamiętałem jednak jedno zdanie odnośnie tego modelu. Rower jest tak efektywny jak szosa z możliwością jazdy poza szosą i z tym trudno się nie zgodzić, ponieważ rower z daleka wygląda jak rasowa szosa. Dopiero w bliższym kontakcie widzimy, że opony są jakby szersze.

Canyon Grail

Kolejny ważny model w kontekście szybkiej jazdy po bezdrożach jest nowy Canyon Grail. Trudno o nim nie wspomnieć, skoro jeździ na nim MVDP, czyli aktualny Gravelowy Mistrz Świata. W końcu zawodnicy jeżdżący na Canyonach nie muszą przerabiać rowerów szosowych na wyścigi gravelowe. Grail, to model bardzo ścigancki.

Średnio udany patent z dziwną kierownica z poprzedniej edycji Graila poszedł w odstawkę. Wiele osób sarkastycznie świętowało ten fakt, ponieważ trzeba przyznać, wyglądało to dziwnie, choć mogło działać nieźle. Współczesny rower musi wyglądać i pewnie to jest najważniejszym aspektem przy podjęciu decyzji o zakupie. Canyon musiał to zauważyć w excelu, zwłaszcza, że ma w swojej kolekcji również Grizla, czyli bardziej komfortowy model, który zapewne sprzedawał się dużo lepiej, nawet w droższych odmianach.

Producenci dziwnie wyglądającą kierownice z poprzedniego Graila zastąpili eleganckim kokpitem od Canyona. Kąty ramy wyraźnie wskazują, że nie jest to model do miękkiej gry, a ja mogę się jedynie przyczepić do malowania. Grail w wersji MVdP wygląda obłędnie dobrze, ale jak już zacząłem przeglądać na wszystkie modele Graila, to nawet ten najdroższy nie chwyta mnie za serce. Może komuś się to podoba, jak dla mnie Canyon został mocno w blokach z malowaniem swoich ram. Oczywiście rozumiem niemieckie proste podejście do tematu. Patrząc jednak na to jakie dzieła sztuki tworzą włoskie firmy lub Trek, to można się zastanowić przy zakupie.

Wilier Rave

Skoro już wspomnieliśmy o włoskich maszynach, to chcę wspomnieć o trzech ważnych modelach. Możemy zacząć od Wiliera Rave, który jak na Włocha przystało – jest ładny!

Konstrukcja ramy jest bardzo zwarta. Widać, że nie jest to model zakładający jazdę wycieczkową. Zwłaszcza tylny trójkąt wykonany jest wzorowo dobrze, a rura podsiodłowa musiała zostać odpowiednio wyprofilowana, żeby zmieścić tylną oponę. Patrząc na ten model przychodzi mi na myśl Argon 18, który był również mocno zwarty i na trasie dawał dobrego kopa. Jak to we włoskiej robocie, w Wilierze różnice robią również detale. W tym modelu oczywiście jest to kokpit, zintegrowane kable, profilowana rura podsiodłowa, no i zacisk podsiodłówki ukryty pod górną rurą ramy. Bardzo udany model, który bardzo kusi potencjalnego klienta.

Bianchi Impulso

Pora na ulubieńca kobiecej części peletonu, czyli Bianchi Impulso. Również jest to nowy model, nastawiony na mocniejsze pedałowanie bez zbędnego bagażu. Do celi bardziej wyprawowych został Arcadex, który również ostatnio został odświeżony i zdecydowanie wygląda lepiej niż w wersji poprzedniej, która osobiście nie przypadała mi do gustu.

Osobiście nie jestem specjalnym fanem klasycznego koloru Bianchi ale wiem, że są wyznawcy którzy daliby się za niego pokroić. Całe szczęście są też inne kolory więc jak nawet ktoś taki jak ja mógłby śmigać na Bianchi. Podobnie jak w Wilierze tutaj tez poszło wszystko w stronę integracji, czystego wyglądu i po raz kolejny trzeba przyznać, że proces się udał, bo wyszedł z tego kawal dobrego roweru.

3T Racemax

Kierunek integracji dotknął nawet markę, która chyba najbardziej tego potrzebowała, czyli 3T. Model Racemax już samą nazwą zdradza w jakim celu został stworzony. 3T, to dla mnie od samego początku bardzo ciekawa firma, bardzo innowacyjna, która jak wypuściła swój pierwszy model to wszyscy zaniemówili. Model szosowy nie wiem czy miał 2mm prześwitu miedzy tylnym kołem a ramą. Na tamte czasy robiło to olbrzymie wrażenie.

Tworzenie modeli Aero stało się dla firmy znakiem rozpoznawalnym i na tym koniu jadą do dziś. Ich modele zdecydowanie nie wyglądają jak wszystkie inne rowery. Chyba również jako pierwsi starali się forsować napęd 1x w szosie. Jak dla mnie ten patent nigdy nie przejdzie, ponieważ jest za duża różnica miedzy prędkościami na podjazdach a konieczności dokręcenia na szosowym zjeździe.

Racemax w końcu pozbył się kabli wprowadzanych w górną cześć górnej rury ramy. Teraz wszystko wygląda bardzo czysto, elegancko, włosko. Jeden z bardziej udanych modeli od 3T. Osobiście muszę się pochwalić, że w swoim życiu miałem okazje dwa razy przejechać się właśnie na tych rowerach. Pierwszym z nich była właśnie słynna szosa Aero. Miałem również okazję jechać na ich pierwszym gravelu, który wtedy był uzbrojony w ich kasetę oraz karbonową korbę od 3T. Ważył spokojnie poniżej 8kg. Wszystko bardzo dobre wspominam i zakładam, że teraz rowery 3T są jeszcze lepsze.

Trek Checkmate

Możemy teraz przejść do bardziej popularnych firm rowerowych, a tutaj też powstało dużo dobrych modeli. Po pierwsze Checkmate, czyli ścigancka wersja Checkpointa. Patrząc już na metkę z ceną, łatwo sobie uświadomić, że nie są to maszynki dla Kowalskiego. Rama zyskała bardziej solidne przekroje i mocno też odbiega od wielu standardów forsowanych przez inne marki. Tutaj nikt nie oszczędzał na karbonie w tylnym trójkącie. Rama i tak jest bardzo lekka i waży bagatela pół kg mniej niż Checkpoint. Trek co chwile ulepsza swoje włókna OCLV, które stają się jeszcze mocniejsze i ważą coraz mniej.

W nowym Chackmacie nadal znajdziemy IsoSpeed i w takim modelu jest to w pełni usprawiedliwione. Oczywiście wszystkie kable poznikały i zostały ukryte w bardzo ładnym i płaskim kokpicie, który świetnie się zgrywa z kształtami ramy.

Najtańszy model to 40K. Wiadomo, że biedy tutaj nie będzie i trudno też znaleźć części nie wykonane z karbonu. Muszę przyznać, że ten model bardzo mi się podoba. Zgodnie też z nową taktyką Treka, napis TREK, został zmniejszony kilkukrotnie. Takie zmiany widzimy w wielu modelach amerykańskiej firmy i uważam, że kierunek jest dobry.

Jeśli kogoś stać na takie cacko to na pewno nie pożałuje wydanej kasy. Jest to model głównie nastawiony na zawody, efektywność, ale zakładam, że przy tym wszystkim jest również wygodny na długich dystansach.

Cannondale SuperX

Na koniec rower, który wyszedł całkiem niedawno czyli Cannondale SuperX. Bardzo, bardzo ładny i jak już jesteśmy przy cenie, to najdroższa wersja kosztuje 65K, wiec Trek może spać spokojnie. Mocno zastanawiam się nad takimi cenami, skoro sama rama kosztuje 27K. Reszta komponentów musi być wyjątkowa droga. Nawet jakby to był rower MTB ze złotymi amortyzatorami i dropperem, to i tak na resztę komponentów zostałoby sporo kasy.

Całe szczęście są tez bardziej przystępne modele jak np. najtańszy z gamy trzech modeli SuperX, który kosztuje już 20K. Rower podoba mi się o tyle, że jest to model który jednocześnie jest przełajem i gravelem. Coś takiego jak mam w prywatnym Rondo i coś takiego jak można znaleźć u Speca w modelu Crux. Oczywiście wszystko zostało zintegrowane, wypieszczone i nastawione na dobre wyniki w walce z wiatrem. Nie zapomniano też o przełajowych potrzebach takich jak konieczność dźwigania roweru na barku. Pod tym kątem przekroje górnej rury również zostały uwzględnione.

Film i zdjęcia: http://www.peesmovie.pl

Komentowanie jest wyłączone.