O Piekoszowie spokojnie można by nakręcić serial. Świetna trasa, której niczego nie brakuje, ale…co roku poza oczywistymi atrakcjami, przygotuje dla nas coś wyjątkowego. Może to być w formie indywidualnej, dla poszczególnych zawodników lub grupowej jak błotna kąpiel z ubiegłego sezonu. Mimo to, wszyscy tam wracają. Magia.

Do zapisania
Chcąc powiedzieć coś o trasie w Piekoszowie, muszę się cofnąć dwa lata wstecz. Tej ubiegłorocznej nie tyle że nie pamiętam, pewnie zapamiętam ją do końca życia. Trudno mi opisać trasę z ubiegłego roku, ponieważ nic na niej nie widziałem. Oj dolało nam rok temu solidnie i chyba każdy uczestnik zeszłorocznej edycji zapisze te wspomnienia na długo. Oczywiście na mecie jak zawsze można było spotkać dwa obozy. Jedni zadowoleni z takiej przygody. Inni mniej zadowoleni, bo rower brudny i w ogóle klocków hamulcowych brak. Ja wtedy byłem w tej drugiej grupie, tym bardziej że Piekoszów jakoś źle reaguje na moją obecność na trasie. Po lekkim researchu dowiedziałem się, że inni z moich znajomych też mają mieszane wspomnienia z tej trasy, która swoją drogą jest jedną z lepszych do ścigania i poza dojazdowymi, płaskimi terenami start/meta, reszta trasy to prawdziwe MTB.


Tam się wygrywa
Środkowa część trasy to las w czystej postaci. W Piekoszowie nie ma podjazdów, które szczególnie zapadają nam w pamięć. Na pewno ich nie brakuje, co dokładnie widać na statystykach trasy. Dla najdłuższego dystansu to ponad 1800 metrów pionu na 73 kilometrach. Tak naprawdę te dane trzeba czytać trochę inaczej. Początek i koniec trasy to dokładnie ten sam odcinek dojazdowy. To powoduje, że dystans nam się wydłuża, ale cały pion to głównie środek trasy. Osobiście nie przepadam za płaskimi łącznikami start – meta. Zawsze kierując się już w stronę mety, tracę na nim co najmniej jedną pozycję. Są tacy, dla których zapewne ten odcinek jest ok. Pewnie to ci, którzy w tych fragmentach objeżdżają takich jak ja.



Ale tak naprawdę, chcąc wygrać lub osiągnąć dobry wynik w Piekoszowie, musimy być mocni i szybcy właśnie w części środkowej. Jeśli tam pojedziemy maksa i jakimś cudem nikt nas nie przegoni na trawach i szutrach, to wtedy może być dobrze. Z mojej perspektywy mogę powiedzieć, że podjazdy w Piekoszowie nie są wystarczająco selektywne, co oznacza, że nie są na tyle strome lub długie, żebym mógł na nich wyrobić odpowiednią przewagę. Taką, która zagwarantuje mi spokojny dojazd do mety po odcinkach płaskich. Możliwe też, że pokonuje te podjazdy zbyt zachowawczo. Może w tym roku postaram się zrobić to lepiej?
Zapisy: https://mtbcross24.pl