DareToBe Maraton Mtb Wadowice. Relacja

Obawiałem się startu w Wadowicach, czując olbrzymi respekt przed trasą, a zwłaszcza przed sumą wzniesień. Takich wartości nie robi się codziennie, dlatego też wielu bardzo dobrych zawodników z okazji Wadowic, wybiera krótsze dystanse. Porównując trasę do wcześniejszej w Daleszycach, można podsumować krótko: To nie było ściganie, tylko prawdziwy maraton.

Rachunek wyrównany

Każdy kto przejedzie taką trasę jak ta w Wadowicach, poza satysfakcją, ma w pakiecie również sprawdzenie obecnej formy i zahartowanie nóg na resztę sezonu. Ja już wiem, że jestem przygotowany na 1500 metrów pionu i jakoś specjalnie mnie to nie dziwi, ponieważ takie trasy preferuję. Wadowice zweryfikowały to już na trzydziestym kilometrze, bo właśnie wtedy na liczniku była już magiczna dla mnie suma wzniesień. Później pozostała już tylko walka z sobą i zadawanie sobie wewnętrznych pytań…ile jeszcze tego pionu wejdzie? Nie ukrywam, że trochę dałem się nabrać na statystyki z Komoota, który przewidywał 1860 metrów dla średniego dystansu. Ostatecznie licznik zatrzymał się na 2230, co nie jest małą różnicą.

Wygranym czułem się już po pierwszym zjeździe. To tam w ubiegłym roku zaczynałem szukać najszybszej drogi do domu. Nowe opony pokonały wadowickie kamiory, ale dały też kilka wątpliwości, ponieważ trasa nie do końca była sucha, tylko taka w górskim stylu.

Dowcipni leśnicy

Lubię pierwszy fragment trasy w Wadowicach. Odpowiednio selektywny podjazd, a później trochę dobrego flow z szybkimi zjazdami, głównie po przyczepnej ściółce. Po drodze mijamy też ścianę płaczu, na którą oczywiście wjechać się nie da, ale to w tym punkcie najlepiej zaobserwować kogo mamy przed sobą, a kto siedzi nam na plecach.

Mam już spore doświadczenie w rozmaitych maratonach, z których wiem jedno. Ostateczny kształt trasy kreślą leśnicy. To oni postanowili zepsuć nam trochę zabawę na pierwszym długim zjeździe, którego zdobycie okupiliśmy nie małym zmęczeniem. Kolejny test dla nowych opon, choć czuję, że żadna w takich warunkach nie zdawała egzaminu. Przynajmniej dylemat czy w dalszej części trasy walić prosto przez kałużę, czy omijać, mieliśmy już za sobą. No już brudniejszy chyba nie będę. Poza tym byłem w ubiegłym sezonie w Myślenicach, po tej przygodzie każde błoto wygląda śmiesznie. Niemniej ten odcinek był chyba najczęściej komentowany na mecie.

Najlepszy fragment

Dla mnie wszystko co najlepsze zaczęło się w Rezerwacie Madahora. Swoją drogą nawet nie wiedziałem, że ten fragment tak się nazywa i nie pamiętam czy kiedykolwiek tamtędy jechałem. Organizator ostrzegał przed startem, że na tym fragmencie brakuje oznaczenia ze względu na ustalenia z lasem, ale zabłądzić się nie da. Nie ukrywam, że ja trochę pobłądziłem, a dokładniej, musiałem się zatrzymać na jednym z rozdroży i sprawdzić czy lewa i prawa strona prowadzi do tego samego punktu. To taki odcinek, który znacznie lepiej jedzie się w dół i perspektywa nawrotu nie malowała się w kolorowych barwach. Wszystko co nastąpiło po tym zjeździe było kawałem bardzo dobrego maratonowego terenu. Możliwe, że wrócę tam jeszcze w tym roku, żeby objechać ten teren bez niepotrzebnych wcześniejszych wzniesień, a z zachowaniem większej świeżości na najlepsze fragmenty.

Wadowice dały nam pozytywnego kopa na resztę sezonu. Dla mnie cały cykl Maratonów MTB ma trochę przygodowy charakter. Nie jestem na tyle wytrenowany, żeby móc mówić o jakimś ściganiu na tego typu trasie. Tutaj trzeba dobrze rozłożyć siły, uważać na zjazdach i najważniejsze – ukończyć zawody. Taki teren weryfikuje wszystkie szaleńcze szarże.

Z dużym uznaniem patrzę na zawodnika z M1 – Daniela Płonkę, reprezentanta Zatora, który przyjechał tuż za mną. Z jeszcze większym uznaniem patrzę na wszystkich, którzy zapisali się na najdłuższy dystans i zrobili 3300 pionu. Nawet nasz najbardziej wytrenowany na takich dystansach Jacek powiedział: nie miałbym odwagi skręcić na drugą pętlę.

W Wadowicach po raz pierwszy prowadzona była osobna klasyfikacja dla osób na E-Bikach. I tutaj duża niespodzianka, ponieważ dwóch najlepszych zawodników wykręciło lepszy czas niż Arkadiusz Skałka, który również jechał ten sam dystans, tylko nie na elektryku. To doskonale dowodzi, że nie jest on maszyną, a już zaczynałem go o to posądzać.

Wyniki: https://maratonmtb.pl/wadowice-zapraszaja/wadowice-wyniki/

Zdjęcia: www.bartekbodzek.pl

Komentowanie jest wyłączone.