Zrobiliśmy trochę tego pionu z DareToBe w sezonie 2026. Do tego, cała masa wymagających zjazdów, kilometry po naprawdę dobrych terenach, świetne widoki i cały bagaż dobrych wspomnień. Całość spięły zawody w Ostrowsku, które ma potencjał na podsumowanie całego sezonu i z takim ciężarem radzi sobie doskonale.

Lepszy termin
W tym roku organizatorzy przemodelowali końcówkę sezonu, chcąc zdążyć z wszystkimi zawodami przed październikiem. Decyzja bardzo dobra, ponieważ jak mówi stare polskie przysłowie, w tym okresie: „wszystko się może zdarzyć”. W zeszłym roku w Ostrowsku czuć już było jesień, a na zakończenie sezonu w Myślenicach, to już nawet zimę. Jeśli wjeżdżamy w duże góry, to trzeba mieć na uwadze, że pogoda może odegrać dużą rolę i warto minimalizować to ryzyko.
Baza w Ostrowsku jest niemal idealna pod tego typu imprezy. Dobry, duży parking. Idealna prosta do wystartowania zawodów i sporo terenu zielonego, na którym można miło spędzić czas po zawodach. Moim zdaniem z całego cyklu DareToBe, nawet biorąc pod uwagę historyczne miejscówki, to Ostrowsko ma najlepsze papiery, a jeszcze nie wspomniałem najważniejszym, czyli samej trasie.
Lepszy pion
DareToBe przyzwyczaiło nas do spokojnych startów. Zawsze na początek mamy solidny podjazd, który rozładowuje każde złe emocje i ustawia wszystkich w odpowiedniej kolejności. W tym roku, jako że impreza odbywała się tydzień przed Mistrzostwami Polski XCM, w Ostrowsku można było spotkać kilka znanych twarzy i porównać się na trasie z jednymi z najlepszych zawodników w Polsce.





Różnicę najlepiej widać w tabeli wyników, ale zanim dojechaliśmy na metę, to już na pierwszym podjeździe można było zobaczyć, jak wygląda różnica między wytrenowanym amatorem, a wytrenowanym zawodnikiem. A różnica jest spora i na pierwszym długim podjeździe, młodzi zawodnicy potrafili mnie minąć jadąc dwa razy szybciej. W ubiegłym roku pamiętam podobne próby, które w rezultacie skasowałem na dystansie pierwszego podjazdu. W tym roku, młodzi są jeszcze silniejsi, co powinno…chyba cieszyć.
Takie zjazdy, takie podjazdy
Pomimo tego, że na średnim dystansie mieliśmy do zrobienia niemal dokładnie 1900 pionu, to i tak z całej trasy czerpałem prawdziwą radość. Zupełna odwrotność tego co było w Szczawnicy. Ostrowsko to długie podjazdy, ale takie do przejechania. Oczywiście wszystko wymaga od nas konkretnej kondycji i wytrzymałości, ale zakładam, że każdy to zrobi tylko w różnym tempie.




Na zjazdach też wszystko się zgadza. Po pierwsze coś się tam dzieje. Są kamienie. Są stromizny i odcinki techniczne. Jedyne co można by wyeliminować, to turyści na trasie, ale oczywiście zdaję sobie sprawę, że to jednak oni mają w tym terenie pierwszeństwo. Tereny mniej turystyczne, czyli bez dojścia do schroniska, były idealnie dzikie i rowerowe. Im bliżej Turbacza, to oczywiście tym więcej pieszych, których w tym roku było wyjątkowo dużo i zdecydowanie za dużo jak na potencjał ostatniego zjazdu. Dopiero ostatnie fragmenty mocno przerzedziły turystów, ale i stromizna terenu zdecydowanie wzrosła.
Na koniec chciałem jeszcze wspomnieć o nowości z tego sezonu, czyli zawodach dla EBików. Z każdą edycją widać progres i coraz więcej chętnych na sprawdzenie siebie i rowerów w prawdziwym terenie. Patrząc na to, ile elektryków można teraz spotkać w każdym bikeparku, to potencjał jest duży. Startowanie zawodów przed wyścigiem głównym też jest niezłym pomysłem. Czy za kilka lat to E-zawody będą wyścigiem głównym? Niestety czuję, że tak.

