Puchar Świata. Mont-Sainte-Anne

Trasa w Mont-Sainte-Anne zakończyła sezon 2023 w kolarstwie górskim. Trudo o lepsze i bardziej ikoniczne miejsce na podsumowanie całorocznych zmagań. W tym roku, dodatkową atrakcją dla kibiców była pogoda, która jeszcze mocniej zdefiniowała czym tak naprawdę jest współczesne XC.

Jak oni się tam znaleźli

Są zawodnicy, którzy uwielbiają tego typu warunki pogodowe i im trudniej, to dla nich tak naprawdę łatwiej o dobry wynik. Z kobiet, pierwsza na myśl przychodzi Jolanda Neff. Bardzo dobra technicznie i wyprzedzająca pozostałe zawodniczki w tym aspekcie dość wyraźnie. Przewagę techniczną najlepiej widać właśnie na tego typu trasach, więc czwarte miejsce w XCO, to i tak minimum jakie mogła osiągnąć Szwajcarka.

Dużo mniej spodziewana na czołowych miejscach była Jenny Rissveds. Obecny sezon nie jest z pewnością najlepszy w jej wykonaniu. Na koniec postanowiła jednak o sobie przypomnieć. Świetna jazda, zwłaszcza w dół dała jej drugie miejsce na podium. Tego dnia Loana Lecomte była poza zasięgiem rywalek, nawet pomimo defektu w pierwszej fazie wyścigu.

I tak płynnie przechodzimy do mężczyzn, a tam niespodzianek również nie brakowało. Największa to Titouan Carod, mój faworyt przed sezonem i chyba jeden z tych który najbardziej zawiódł w tym roku. Zawodnik z olbrzymim potencjałem, zjeżdżający nie gorzej jak Fuckiger. Ten rok miał należeć do niego i miał walczyć o wygraną w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Skończyło się na niczym, a czwarte miejsce w Kanadzie, to prawdziwa gwiazdka z nieba.

Na podobnym poziomie zaskoczenia było szóste miejsce wywalczone przez Simona Andreassena. Zawodnik jednego sezonu albo nawet jednego wyścigu. Dysponuje dużą mocą, która pozwala mu zazwyczaj na walkę tylko podczas góra piętnastu minut wyścigu. Tym razem zaczął właśnie w swoim stylu. Szybko, dynamicznie i w czołowej grupie. Później wydawało się, że powtórzy przewidywalny dla wszystkich scenariusz, ale zaskoczył. Wszystko wygląda na to, że Duńczyk w końcu wyrobił odpowiednią wytrzymałość. Szkoda tylko, że to już koniec sezonu.

Najlepszy w błocie

Przed wyścigiem było już wszystko wiadomo. To były warunki w jakich najlepiej czuje się Fluckiger i w takich warunkach wygrywa wyścigi. Szwajcar zdawał sobie z tego sprawę. Zdawał sobie też sprawę, że w takich warunkach może nawet się pokusić o wygranie nie tylko wyścigu, ale i całej klasyfikacji Pucharu Świata. Od początku wyścigu wiele wskazywało właśnie na taki scenariusz. Dwa defekty tylnego koła w konfrontacji z Pidcockiem, to jednak za dużo. Fluckiger przyznał po zawodach, że poszedł w tym wyścigu po bandzie i zdawał sobie sprawę, że ciśnienie w oponach jest ryzykowne. Jak powszechnie wiadomo, kto nie ryzykuje ten nie pije szampana. Tym razem Fluckiger nie po raz pierwszy musiał oglądać na podium generalki, plecy swojego największego rywala – Nino Schurtera.

Mimo to nie wyglądał na załamanego. Więcej żalu do siebie miał Jordan Sarrou, który również polował na klasyfikację generalną. Przed wyścigiem w Mont-Sainte-Anne, był najbliżej pokonania Nino, ale w Kanadzie zawiódł. Zwłaszcza, że Schurter również mocno walczył z trudami trasy i ukończył rywalizację na odległym jak na niego czternastym miejscu.

Reasumując: Fluckiger był najlepszy w Mont-Sainte-Anne, ale wygrał Pidcock, a wszystko zgarnął Schurter…

Byle do igrzysk

Dla Pidcoka możliwe, że był to ostatni wyścig w tym roku. Młody Brytyjczyk był mocno eksploatowany przez swój team, łącząc trzy dyscypliny. Dobrze radził sobie na szosie i świetnie w XC. Przyszłoroczna olimpiada na pewno jest w jego przyszłorocznym kalendarzu zaznaczona na czerwono. Wiele wskazuje na to, że wyścig w Paryżu, będzie dla Pidcocka również pierwszym startem w XC w sezonie 2024. Wszyscy wiemy, że chłopak urodził się po to, żeby jeździć kolarstwo górskie. Przypuszczam też, że takich zdolności się nie zapomina, i nikt z teamu nie zabroni mu jeździć na rowerze górskim nawet w formie treningu. Każdy z nas jednak pamięta ubiegłą olimpiadę i podobne podejście Mathieu Van der Poela. On również koncentrował się na innych dyscyplinach, a olimpiadę chciał tylko wygrać. Nie skończyło się to najlepiej dla Holendra i cztery lata przygotowań, można powiedzieć poszły na marne. Coś czuje, że tutaj również może się skończyć na rozczarowaniu.

Najlepsze w tym sezonie

Jeśli zaczynamy od kobiet, to oczywiście Puck Pieterse. Holenderka zdominowała rywalki wygrywając klasyfikację generalną zarówno w XCO jak i XCC. Przed sezonem zapowiadałem, że Puck może namieszać, bo kto, jeśli nie ona. Osobiście nie spodziewałem się jednak tok mocnego wejścia w ściganie się w elicie i nie wiem czy ktokolwiek się tego spodziewał. Jak już wspominałem, kolejne sezony na pewno nie będą dla niej łatwiejsze. Dużo większa presja związana z oczekiwaniami i ambicją samej zawodniczki. To nigdy nie pomaga w tym co najważniejsze i w tym co obecnie widać u Puck, czyli cieszenia się jazdą.

Warto wyróżnić bardzo dobrą formę dwóch młodych Austriaczek. Mona w końcu pokazała, że potrafi wygrywać. Wcześniej zawsze czegoś jej brakowało, zazwyczaj było to związane ze słabym startem. Widocznie poprawiła swoją jazdę w wyścigach piątkowych i to widać procentuje w XCO. W perspektywie przyszłorocznej olimpiady uważam, że będzie jedną z faworytek do medalu. Jakiego koloru? Po Monie można się wszystkiego spodziewać.

Nieco starsza z tego grona Laura Stigger, również zaliczy sezon 2023 do bardzo udanych i jak dotąd, najlepszego w jej karierze. Kilka wygranych, stabilna forma, odpowiednia moc i wytrzymałość. Wciąż nie jest faworytką, nawet jak startuje z pierwszej linii. Potrafi jednak zaskoczyć i jeśli wszystko idzie po jej myśli, to potrafi wykorzystać szanse na wygraną. Mocna głowa, to również ważny element w sportowej układance.

Najlepsi w tym sezonie

Wśród mężczyzn z każdym rokiem jest coraz lepiej. Przez wiele sezonów zawody były zdominowane przez dwa nazwiska, a jednym z nich był Schurter. Nino wciąż jest w formie i powiedziałbym nawet, że w nie gorszej jak w latach, kiedy kompletnie dominował i był w stanie wygrać wszystkie edycje Pucharu Świata. Jego oczywiście trzeba wyróżnić za ten sezon. Wygrana klasyfikacja generalna, wygrana w Lenzerheide oraz w Val di Sole. Pobity i wyśrubowany rekord wygranych w Pucharze Świata. Niemal zawsze jazda w czołówce i walka o zwycięstwo. Olbrzymi charakter i przykład dla wielu sportowców. Pomimo tego, że obecnie nikt na nim nie wywiera jakiejkolwiek presji związanej z wynikami, on wciąż chce być najlepszy. Jestem niemal pewny, że druga taka postać w historii MTB już się nie przytrafi.

Oczywiście trzeba wyróżnić Thomasa Pidcocka. Niestety, nie koncentrował swoich startów tylko na MTB, ale zawsze jak się pojawiał na zawodach, to nie był na nich cieniem dla innych. Potrafi wygrywać jak nikt inny, zarówno w XCC jak i XCO. Ma wszystko. Dobra technika, wydolność, siła. Potrafi też dobrze zaplanować wyścig taktycznie, pomimo tego, że zawsze przed startem mówi, że tak naprawdę nic nie planuje. /jeśli w przyszłym sezonie faktycznie zabraknie go na trasach Pucharu Świata, to będzie to dużą stratą dla atrakcyjności zawodów.

Victor Koretzky. Bardzo lubię tego zawodnika i cieszę się, że wrócił do ścigania MTB na pełny etat. Zaliczył bardzo mocny koniec sezonu. Wszystko zaczęło się od Mistrzostw Świata i nadspodziewanie dobrych wyników. Później udało się wygrać wszystko we Francji. Wygrać XCC w USA i Kanadzie i tylko ostatni wyścig XCO właśnie w Mont-Sainte-Anne, może uznać za kiepski wynik. Jeśli nie będzie kolejnych kombinacji z szosą, to na francuskiej ziemi może być faworytem igrzysk.

Wyniki: https://mtbdata.com/comp/uci-mtb-world-cup-xcoxccdhi-06-oct-08-oct-2023-mont-sainte-anne/results

Komentowanie jest wyłączone.