Marin Team Marin 2

Jeśli hardtail ma przetrwać, to potrzebne są zmiany. Jeździmy po coraz trudniejszych ścieżkach. Często ze znajomymi po bikeparkach, a jeśli już mamy trochę doświadczenia na koncie, to czerwone linie wydają się być bliższe naszemu sercu. Taka jazda sprawia nam radość, ale i rowery muszą nam w tym pomóc. Zmiany są potrzebne, ponieważ nie licząc rowerów przełajowych, hardtaile są najstarszą gałęzią rowerową stworzoną do jazdy w terenie, a nowoczesne fulle odjechały technologicznie i to bardzo.

Przepis na HT

Gravele naciskają już nie tylko wprowadzeniem amortyzacji i to nawet na dwóch osiach, ale przede wszystkim gonią również geometrią. Wystarczy przytoczyć rozwiązania z testowanego przez nas Rondo MYLCa lub wskazać na rozwiązania z nowej Meridy Silex. Przepis na dobrego na obecne czasy HT jest prosty. Musi podążać za trendem, który nie jest tylko modą, ale sprawdza się na trasach…wszystkich. Od Pucharu Świata, przez amatorską jazdę, aż do zabawy na singlach.

Wystarczy dobra rama z odpowiednią geometrią. Dobry widelec z 110 lub 120 mm skoku. Koła na szerokich obręczach, najlepiej coś bliskie 30 mm szerokości wewnętrznej i Boosty. Na to szerokie gumy bliskie 2.4″ i na szczyt tortu…Dropper! Cała reszta osprzętu jest tak naprawdę sprawą marginalną. Każda przerzutka przełożenia nam zmieni, a hamulce nas zatrzymają. Jeśli którykolwiek z komponentów ogranicza nasze umiejętności, to zawsze łatwo go zamienić. Tak się składa, że wszystko to co potrzebne, mamy w Team Marin 2, czyli najwyższym modelu Marina z pogranicza ścieżkowego zjadacza kilometrów, ale takiego, którego jesteśmy w stanie siłą własnych mięśni wygonić na szczyt góry.

Najważniejsze komponenty

Najwyższy Team Marin jest oczywiście najdroższy. Lekko powyżej 11000 zł. Tańszy Team Marin 1, jest dużo tańszy, ponieważ kosztuje 7000 zł. No ale tutaj mamy Foxa 34 w wersji performance, a ten jeden detal zmienia rower diametralnie. Przede wszystkim zmienia go na wadze. Różnica między tylko tym jednym elementem – Fox 34 vs Judy Silver, to 1 kg. O właściwościach jezdnych chyba nikogo nie trzeba przekonywać. Lis jest strasznie zwinny w lesie, nawet bez pożądanego przez wszystkich rudego grzbietu.

Przez Foxa łatwo zapomnieć o ramie, a to tak naprawdę najważniejszy element Team Marina. Aluminiowa, nowoczesna, z wewnętrznym prowadzeniem przewodów, ładnie pomalowana i ze stonowanymi napisami. Jest też wystarczająco lekka, ponieważ kompletny Team Marin też jest wystarczająco lekki, a przecież nie stoi na XTRze i karbonowych kołach.

Geometria

Geometria jest tutaj jednak najważniejsza. Kąt główki 67 stopni, podsiodówki 74. Zasięg w testowanym rozmiarze L to 450 mm, no i mostek – 35 mm. Tutaj nie ma miejsca na Garmina i monitorowanie czujnika mocy. Moc ma być w dół. Już dożo firm zrozumiało obecny kształt HT, który właśnie tak się przedstawia w liczbach. Podobne wartości znajdziemy już w wielu modelach, ale większość z nich stanowią drogie, karbonowe HT, stworzone z myślą o ściganiu. Marin nie narzuca takiego rozwiązania. Stawia na przyjemność z jazdy i ma wszystko, żeby takie cele zrealizować.

Rozmiar

Rower w rozmiarze L okazał się dla mnie za duży. Choć tak naprawdę jest dla mnie idealny, jeśli chodzi o zasięg. Czuje się na nim dobrze i jeśli kupowałbym Team Marina, to brałbym właśnie Lke. Problem, to tak naprawdę sztyca. Przy takiej konfiguracji ze 150 mm skokiem, nie jestem w stanie na tyle wpuścić jej w ramę, żeby uzyskać odpowiednie ustawienie. Ja mam 180 wzrostu i warto też podać przekrok, który w moim przypadku wynosi 80 cm. Przy takich brakuje 5 cm do dobrego ustawienia siodła.

Powtórzę – i tak brałbym L, ale niestety wymiana droppera byłaby koniecznością. Jeśli ktoś z was ma podobne parametry, to musicie zmierzyć dwa rozmiary i zdecydowanie nie sugerować się dropperem a bardziej tym na jakim rozmiarze czujecie się dobrze. Dropper można wymienić. Cała ramę już ciężko.

Jazda

Marin ma cieszyć jazdą i faktycznie tak jest. Przypuszczam, że tańsza wersja – bez Foxa, sporo traci na właściwościach jezdnych. Tutaj ten jeden element robi dużą różnicę. Raz, że świetnie działa, a dwa, jest lekki i z dużą łatwością manewrujemy przodem roweru. Jeśli jedziemy w terenie wymagającym większej techniki i mamy przed kołem wiele przeszkód, to zawsze lepiej dźwigać ten kilogram mniej. 120 mm skoku widelca, działa tylko na korzyść, zapewniając wyższą pozycję i mniej dociążamy przód roweru. Wjazd na większe przeszkody przychodzi tutaj bardzo łatwo. Docelowo nie obniżałbym pozycji na mostku. Obecna konfiguracja wydaje się być dla mnie tą docelową. Dużo łatwiej zjechać strome ścianki, a już na pewno czujemy się bezpiecznie.

Pozycja

Pierwsze wrażenia z jazdy były jednak trochę dziwne, ponieważ przesiadłem się z mocno usportowionego fulla na ścieżkowca, który zdecydowanie nie napina się na szybkie podjazdy. Kierownica nagle znalazła się nieprzyzwoicie blisko i potrzebowałem trochę kilometrów, żeby się do tego przyzwyczaić. Później już było tylko lepiej, a z każdym zjazdem rower coraz bardziej mi się podobał.

Fox + opony + geometria. Na tym się naprawdę dobrze jeździ. Dużą zaletą Team Marina jest też to, że bez większych problemów da się na nim wszystko podjechać, a napęd działa wybitnie cicho i precyzyjnie. Prawdziwy żywioł Team Marina, to oczywiście kręte single, zjazdy, kamienie. W takim terenie docenimy jaki ten rower naprawdę jest. Na pewno 150 mm w dropperze nie jest tutaj przesadą i pozwala nam na uzyskanie bardzo swobodnej pozycji właśnie podczas stromych zjazdów.

Komponenty

Napęd z koronką w korbie 32T, jest adekwatny do sposobu jazdy i masy roweru. Szerokie obręcze, to olbrzymi plus. Zazwyczaj w nowych rowerach można się spodziewać 25tek, które w zestawie z oponami 2,4″ nie dają takich właściwości jezdnych, jakie można osiągnąć na takich obręczach. Na pokładzie Marina znajdziemy też kilka rzadko widywanych części jak np. hamulce TRP, które coraz lepiej sobie radzą w świecie sportu, zdominowanym głównie przez Srama i Shimano. Te z każdym zjazdem działały coraz lepiej. Korba FSA, to również rzadkość i również nie jest to zły komponent. Tutaj chyba najbardziej mnie zaskoczył ostry kształt zębów koronki. Bardzo ciekawe rozwiązanie, zupełnie odmienne od wielu innych firm, ale działa cicho i precyzyjnie. Mamy też 150 mm dropper TranzX, który okazuje się, że nie jest aż tak ciężki, a 150 mm skoku na pewno nie jest przesadą w kontekście ostrej jazdy w dół.

Cena

Długo się zastanawiałem czy 11K za taki rower to dobra cena. Myślę, że jeśli ktoś szuka taniego nowoczesnego HT, na którym można bezpiecznie pojeździć w trudnym terenie, to pewnie wybierze wersje tańszą, która co tu dużo mówić, jest dużo tańsza. Ten ma Foxa, który jak już wspomniałem robi olbrzymią różnicę i zmienia Team Marina w rower, któremu niczego nie brakuje. 

Jeśli szukałbym roweru do jazdy tylko dla przyjemności, głownie po singlach, to wolałbym aluminiowego Marina z nowoczesną geometrią i Foxem 34, niż karbonowego HT, który w konfiguracji za 11K musiałby być wyjątkowo ubogi. Dodatkową zaletą aluminium jest mniejszy stres na kamienistych odcinkach. Tutaj tyczy się to nie tylko ramy, ale zwłaszcza obręczy. Osobiście niewiele bym zmienił w tym rowerze. Jest jak dla mnie wystarczająco dobry do takiej jazdy, do jakiej został stworzony.

Strona producenta: https://www.marinbikes.com/pl/bikes/2024-team-marin-2

Film i zdjęcia: http://www.peesmovie.pl

Komentowanie jest wyłączone.