Starachowice po raz kolejny zgromadziły masę rowerzystów chcących rywalizować na świetnej trasie nieopodal zalewu Lubianka. Pogoda dopisała, tak jak w zeszłym roku, a temperatura była wręcz idealna do ścigania na najwyższych obrotach.

Jedziemy nad jezioro
Start i meta zawodów w Starachowicach, były zlokalizowane przy zalewie w pięknych okolicznościach przyrody. Takie widoki chyba każdego maratończyka napawały optymizmem, że jeszcze chwila wysiłku i wrócimy tu na solidny odpoczynek. Starachowice też nie przez przypadek znajdują się w tym okresie w kalendarzu MtbCrossMaraton. Wakacyjny okres, brak szkoły, trzeba to wykorzystać na więcej czasu z rodziną i bliskimi. Każdy z czystym sumieniem może w tygodniu ogłosić – W weekend jedziemy nad jezioro. To, że przy okazji trochę czasu poświęcę na rower, to już inna sprawa.
Tuż przed startem dowiedzieliśmy się, że trasa będzie nieco dłuższa niż wcześniej zaplanowano. Starachowice, to nieco łatwiejsza edycja względem poprzednich, jednak diabeł tkwi w szczegółach. Na dystansie Fan mamy jedynie 778m przewyższenia, ale tak naprawdę cały ten pion jest do uzbierania na 31km, ponieważ końcówka trasy jest praktycznie w dół aż do mety.
Szybko, bardzo szybko
Trasa była prosta technicznie, natomiast chcąc na niej osiągnąć dobry wynik i jechać z czołówką, trzeba było znosić maksymalny wysiłek od samego startu. Na prostych odcinkach każdy musiał pilnować swojej grupy, ponieważ chwila nieuwagi i pociąg może odjechać. Taki scenariusz powodował, że spadaliśmy do kolejnej grupy, która dużo słabsza nie była, ale sumarycznie miała już stratę czasową do grupy poprzedzającej. Jazda w pojedynkę na takich trasach ma średni sens. Jest niemal pewne, że dobrze rozpędzona grupa za naszymi plecami w końcu nas dogoni, a my przez czas solowej jazdy tylko wystrzelamy się z energii.




Organizator zaprojektował trasę w taki sposób, żeby nie była nudna. Przejeżdżając techniczny odcinek można było poczuć prawdziwe MTB. Jeśli ktoś potrafi szybko zjeżdżać po wąskim singlu, na tej trasie był w stanie urwać kilka cennych sekund i wygenerować lekką przewagę. Mimo świetnej pogody, na trasie były mokre fragmenty, śliskie koleiny, które w nielicznych fragmentach zakryte były wysoką trawą. Taki duet niejednemu zawodnikowi dała poczuć bliski kontakt z glebą i ja osobiście staram się pokonywać takie fragmenty z podwójnym skupieniem. Czujność potrzebna była również na śliskich mostkach, które przecinały ostatni fragment trasy.
Starachowice po raz kolejny pokazały, że warto przyjechać i spróbować swoich sił na szybkiej i urozmaiconej trasie. Dla tych, którzy przyjechali po prostu przejechać, na pewno sprawiła wiele frajdy. Z tych, którzy przyjechali powalczyć o wysoki wynik, wycisnęła co się dało. W hardej hordzie też czuć wakacje, co przełożyło się tylko na dwie osoby na linii startu. Osobiście jestem zadowolony ze swojego wyniku 8 Open 3 M3. Andrzej, który tego dnia miał dużą ochotę na wygraną, niestety już w pierwszych fragmentach trasy, przegrał walkę z AXSem. Pamiętajcie, na zawody trzeba zawsze jechać z naładowanym akumulatorem!



