Zawody w Les Gets były ostatnim akcentem przed najważniejszą imprezą tego sezonu – olimpiadą. Z tego też powodu, na liście startowej zabrakło wielu dobrych zawodników, którzy dopracowują formę w każdym detalu. Są też tacy, którzy do Igrzysk podchodzą jak do kolejnego weekendu zawodów i wydaje mi się to bardzo zdrowym i rozsądnym zachowaniem.

Alan się doczekał
Właśnie luźne podejście do najbliższych zawodów ma Alan Hetherly. Zawodnik ma dopiero 28 lat. Wie, że olimpiada nie jest to dla niego ostatnią impreza tego typu i patrząc na formę Schurtera, będącego od niego dziesięć lat starszym, Alan może wskoczyć na jeszcze wyższy poziom. Ale póki co, w Les Gets wygrał swoje pierwsze pucharowe zawody XCO. Zrobił to w mistrzowskim stylu, nie pozostawiając cienia wątpliwości kto w stawce jest najmocniejszy. Wydaje mi się, że Alan jako jeden z nielicznych uniknął większych problemów technicznych na trasie. Praktycznie każdy na metę dojeżdżał z przetartymi koszulkami nie pozostawiającymi wątpliwości, że zawodnik poznał smak francuskiej ziemi w sposób dosłowny. Przewaga techniczna nad Fluckigerem dawała mu przewagę, która wciąż wymagała na Szwajcarze nadrabianie na prostszych odcinkach. Taka jazda zawsze kończy się podobnie i w momencie kiedy Alan zdecydował się zaatakować, Fluckiger nie miał już nic do powiedzenia.
Cały weekend w Les Gets, to też prawdziwa dominacja teamu Cannondale. Mowa tutaj oczywiście o męskiej części ekipy. Znowu bardzo dobre zawody pojechał Simon Andreassen. Nieźle zaprezentował się również młody Charlie Aldridge. W jego przypadku wciąż lepiej wychodzą wyścigi krótkie XCC i patrząc na sylwetkę Brytyjczyka, trudno się dziwić. Do pełni szczęścia dla teamu Cannondale brakuje tylko lepszej formy Mony Mitterwallner, ale to już chyba temat na następny sezon.




Było za sucho
Fluckiger po raz kolejny dojechał na drugim miejscu, choć mam wrażenie, że przegrana z Pidcockiem cieszyła bardziej niż z drugie miejsca w Les Gets. Powiedzmy sobie szczerze – było za sucho. Wiele wskazywało na to, że trasa będzie bardziej wymagająca, śliska. Niestety dla Fluckigera, do startu elity mężczyzn niemal wszystko zdążyło wyschnąć. No może poza jednym trawersem na otwartej przestrzeni, który nie mógł wygenerować dużej różnicy. Trener kadry Szwajcarii musi jednak czuć satysfakcję. Patrząc na formę pozostałych zawodników, na dzień dzisiejszy aktualna kadra najbardziej zasługuje na udział w olimpiadzie. To czy Fluckiger powalczy o medal oczywiście zależy od warunków na trasie. Jak już wspominaliśmy przy poprzednim podsumowaniu Pucharu Świata, im więcej wody i błota na trasie, tym szanse medalowe są większe.
Nikogo nie ma
Francuscy kibice muszą czuć spory niedosyt po zawodach w Les Gets, ale chyba trochę połączony ze zrozumieniem. Z jednej strony, na trasie zabrakło największych nazwisk. Z drugiej, wszyscy są świadomi, że każdy z czwórki reprezentantów marzy o medalu na swojej ziemi. Każdy z nich ma również szanse na medal. Największe oczywiście w wyścigu kobiet. Tam, PFP oraz Lecomte to murowane faworytki zawodów. Wśród mężczyzn jak zwykle, może się wydarzyć wszystko, ale kibice zapewne wierzą w to, że Koretzky wróci do formy z początku sezonu.
Na pocieszenie dla kibiców zebranych podczas zawodów w Les Gets, nie zawiedli ich młode nadzieje. Luca Martin ukończył rywalizację U23 na drugim miejscu. Podobnie jak Olivia Onesti. Triumfatorka poprzedniej edycji w Crans-Montana. W Szwajcarii zabrakło jednak Isabelli Holmgren, która pomimo 19 lat, już dawno wyrosła z kategorii U23.
Polacy…nieźle!
W wyścigu U23 kobiet bardzo dobrze z trudami trasy poradziła sobie Matylda Szczecińska. Ukończyła rywalizację na 13 miejscu co jest bardzo przyzwoitym wynikiem. Cieszy też fakt, że do Holmgren straciła blisko pięć minut, a patrząc na to jaką rzeź potrafi zrobić młoda Kanadyjka, taki start trzeba uznać za bardzo udany.
W tej samej kategorii, zawody w Les Gets na 21 miejscu ukończyła Natalia Grzegorzewska. Dobrze, że dziewczyny startują w niemal każdej edycji Pucharu Świata. Trudno o lepszy sposób podnoszenia swoich umiejętności niż rywalizacja z najlepszymi. Zwłaszcza, że trasa Pucharu Świata to niemal pewny najwyższy poziom trudności, czego na polskim podwórku często brakuje.