To było perfekcyjne zakończenie sezonu MtbCrossMaraton. Idealna trasa, perfekcyjna pogoda, forma też wciąż jest. Naprawdę nie przypominam sobie czy kiedykolwiek, tak dobrze bawiłem się na trasie zawodów. To już nie był maraton, to było prawdziwe ściganie.

Chłodne przywitanie
Oczywiście zanim pogoda stała się perfekcyjna, musieliśmy swoje odcierpieć. Całe szczęście nie trwało to zbyt długo, bo tylko do pierwszego poważnego podjazdu przy wyciągu. Nogi na pierwszej górce były trochę drewniane, ale już kolejne podjazdy wchodziły coraz lepiej. Wszyscy chyba cieszyli się, że stok w Kielcach nie jest tak stromy jak ten w Miedzianej Górze. Tam podjazd prawdziwe wyzwanie i dla wielu zmienił się w podejście. Tutaj trzeba powiedzieć, że był to najlepszy starter jaki można sobie wyobrazić. Tak naprawdę podjazd mógłby być nawet dwa razy dłuższy, ponieważ już na pierwszym zjeździe zrobiło się nerwowo, a to zawsze oznacza jedno, jeszcze nie wszystko się dobrze posortowało.





Zróbmy z tego bikepark
Terenu do ambitnej jazdy rowerowej w Kielcach nie brakuje. Gdyby te wszystkie ścieżki były na stałe oznakowane, utrzymywane w przejezdnej formie, to nie raz w roku odwiedziłbym okolicę, nawet kosztem wyjazdu na Dolny Śląsk, czyli tak zwany raj rowerowy. Na zawodach widać było, że niektóre przejazdy to prawdziwy przełaj przez las i poza nami nikt nigdy tamtędy nie jeździ. Całe szczęście tego typu terenu było niewiele. Resztę stanowiły świetne wąskie ścieżki, w większości ciekawe technicznie. Jedne bardziej wymagające inne mniej, ale wszystko musiało się podobać. Dla mnie idealne środowisko do dobrej jazdy z wykorzystaniem potencjału roweru z pełnym zawieszeniem. Singlowe odcinki, to już prawdziwa wiśnia na torcie.



Prawdziwe ściganie
We wstępie wspominałem o prawdziwym ściganiu i ten akcent z niedzielnych zawodów, to oczywiście najlepsza część imprezy. Nie przypominam sobie, kiedy ostatni raz cały dystans dość selektywnej trasy, przejechałem w tak licznej, mocnej grupie. Przecież na średnim dystansie było 1200 pionu na 40 kilometrach. To nie są słabe statystyki i zdecydowanie było gdzie zrobić przewagę. Pomimo tego, cała trasa była ciągłą walką. Zmiany na prowadzeniu, pogonie, odjazdy, a i tak na ostatnich fragmentach spotkaliśmy się wszyscy i to właśnie finałowe kilometry miały rozstrzygnąć kto jest najlepszy. Na ostatnim podjeździe zaatakował Kamil Ferenc a ja pojechałem za nim. Za nami została cała reszta zawodników, którzy przez większość dystansu nadawali tempo rywalizacji. Ostatnie fragmenty to oczywiście słynne single i wjazd na część parkową. Płaskie odcinki nie są moim atutem, a Kamil pojechał jak o Mistrza Świata. Zasłużenie wygrał, ale jak się później okazało, wygrał drugie miejsce. Pierwszy ze sporą przewagą przyjechał Bartosz Borowicz, który chyba na dużym luzie włożył nam 6 minut…Jemu na początku wyścigu lepiej na koło nie siadać.



Podsumowania
Jak to na ostatnich zawodach sezonu, nie mogło zabraknąć podsumowań w klasyfikacji generalnej. Oczywiście wszystkim gratulujemy dobrych wyników i ambitnej jazdy przez cały sezon. Z naszego teamu najlepiej wypadł Andrzej Kruszec, wygrywając open klasyfikację Fan. Piotrek Prochownik, też nieźle – trzeci open, czyli dokładnie tak samo jak cały nasz zespół. Na dystansie rodzinnym, Michał Rozmund był drugi w swojej kategorii i mocno trzymam kciuki, żeby w końcu za rok powalczył na dłuższym dystansie.
Wyniki: https://www.mtbcross.pl/wynikiZawodow
Zdjęcia: Patryk Ptak MtbCrossMaraton