Daleszyce już przyzwyczaiły nas do rekordów. Takie otwarcie sezonu, co roku przyciąga coraz więcej uczestników, a ten sezon chyba znowu był wyjątkowy. Dla organizatorów z całą pewnością jest to dużo więcej roboty, ale i nagroda za świetną robotę jaką wykonują już od 20 lat.

Jeszcze to żyje
Widząc, ile osób ustawia się na starcie najdłuższego dystansu, kilkukrotnie się dowiadywałem, czy to oby nie jest wspólny start z dystansem Fan. Ściganie na długim dystansie wciąż ma się nieźle, a z roku na rok, coraz lepiej. Trzeba też uczciwie przyznać, że takie przewyższenia jakie są na świętokrzyskich Masterach, są też bardziej przyswajalne przez osoby, które nie poświęcają całego życia tylko na jazdę na rowerze, tylko coś tam jeszcze przez te osiem godzin w tygodniu robią innego.
Pozostałe dystanse też przyciągnęły całą masę spragnionych dobrej jazdy zawodników. Na samym dystansie Fan, na starcie stanęło ponad 170 zawodników. Było gęsto, było kogo wyprzedzać, ponieważ w tym roku początek trasy był nieco mniej selektywny względem kilku ubiegłych sezonów.




Plus i minus
No właśnie odmieniona trasa stanowiła wielką niewiadomą. Poprzednia pętla świetnie się sprawdzała i miała w sobie wszystko. Niejednokrotnie wspominałem, że zmiany są potrzebne, nawet jeśli trasa jest idealna. Ludzie się nudzą, taka natura. Jeśli wciąż będziemy jeździć to samo, to nawet jeśli robimy to raz w roku, to może być już monotonne. W Daleszycach i okolicach Kielc nie brakuje alternatywnych ścieżek, a specjaliści z MtbCrossMaraton potrafią je wykorzystać.
W tym roku część odcinków była żywcem wyrwana z lasu. To rodziło kilka problemów. W paru miejscach łatwo było przestrzelić zakręt, a czasami niewiele trzeba, żeby pobłądzić. To jest rywalizacja, jest zmęczenie, prędkość i sam ślepo ruszyłem za jednym atakiem w końcówce wyścigu, tylko po to, żeby zaraz nawracać.
Oczywiście na Daleszyckiej trasie nie mogło zabraknąć słynnej łąki oraz przejazdu po kamienistych grzbietach kolejnych wzniesień, czyli najlepszej części trasy. Kilka tych grzbietów wypadło z programu. Z jednym z nich zawsze był problem, ponieważ był tak stromy, że koniecznością było lekkie podprowadzanie.
Zawsze coś
Początek wyścigu w tym roku poszedł zupełnie inną ścieżką. Nie mieliśmy do przejechania aż tak długiego odcinka po asfalcie i dużo szybciej znaleźliśmy teren. Wysoka frekwencja i brak tego pierwszego dłuższego podjazdu, niestety nie posortował dobrze licznej grupy. Jeśli ktoś, tak jak ja, nie jechał z pierwszej linii, to utknął w korkach.


Jeszcze kawałek po pierwszym bufecie, który był na 20tym kilometrze, mijałem zawodników w stylu – Europa dwóch prędkości. Start kosztował mnie sporo czasu i przypuszczam, że takich jak ja mogło być więcej. Marzy mi się w kolejnym, albo nawet jeszcze w tym sezonie, rozszerzenie sektorów startowych do większej liczby niż 2. Może my jako uczestnicy, zaproponujemy jakieś rozwiązanie, które nie wiązałoby się dla organizatorów z dodatkową pracą?
Tradycja
W Daleszycach nigdy nie uzyskałem dobrego wyniku. Tradycję podtrzymuję w sezonie 2025. Poza tym, że trasa i okolice stawiam na równi z Kielcami i Miedzianą Górą, jako wzór nowoczesnej trasy maratonu, to jednak jakaś zła magia tam działa. Przypuszczam, że chodzi o podjazdy, które są łagodne i nie potrafię na nich zrobić przewagi. Nawet jak już coś uda się wygenerować, to kolejne bardziej płaskie odcinki ją niwelują. Jakoś specjalnie ten temat mnie nie dręczy. Wiem, że jest to początek sezonu i jeszcze będzie kilka okazji do sprawdzenia nogi. Takie podejście zalecam każdemu. Zwłaszcza tym, którzy nie do końca są zadowoleni z wyniku lub przebiegu rywalizacji.
Takie jest kolarstwo górskie. Raz się trafi kapeć, raz urwiemy szprychę, a innym razem przejdzie ulewa. Myślę, że większość z nas doskonale zdaje sobie z tego sprawę, a złość na mecie, to oznaka duszy sportowca. Chcemy wygrywać!

Wyniki
Musimy się pochwalić, że najlepszy na średnim dystansie był nasz zawodnik, czyli niezawodny Andrzej Kruszec. W tym roku w końcu udało się namówić Michała Rozmunda, żeby zerwał familijne tradycje i w końcu wybrał fana. W sezonie 2025, zapewne też będzie mocnym koniem w peletonie na „średnim”. Nawet na Fanie ma się z kim ścigać w swojej kategorii, ponieważ drugi na mecie Jakub Dybał, widać że ma nogę. Ogólnie Harda Horda sama sobie robi konkurencję, co doskonale widać po wynikach.




Niestety dla naszego teamu, wciąż bardzo mocny jest Piotrek Skałka. W Daleszycach postanowił mocniej eksplorować las, bo 46km to dla niego za mało. Patrząc jednak na jakim gazie minął mnie w końcówce wyścigu, to mogą z nim być problemy. To samo tyczy się Marka Łuczkiewicza, tylko on czeka na wypłatę, żeby w końcu kupić nowe opony. Z Kamilem Ferencem mam osobiste porachunki za zeszłoroczne Kielce i jeszcze się odegram 😉
Na pozostałych dystansach też pojawiło się wiele znanych nazwisk z maratonowego środowiska. Tomek Bal, Piotrek Sajdak. Nawet Michał Korlatowisz postanowił przepalić nogę. Zapowiada się bardzo interesujący i mocny sezon. Po majówce ruszamy znowu na ostro. Najpierw Wadowice a później Chęciny.
Pełne wyniki: https://www.mtbcross.pl/wynikiZawodow
Zdjęcia: Patryk Ptak MtbCrossMaraton