Jestem wielkim zwolennikiem DSXa. Dwa lata temu testowaliśmy już dla was poprzednią wersję tego modelu. Teraz wyszedł nowy i od razu wiedziałem, że chcę go sprawdzić i zobaczyć w jakim kierunku producent przewidział rozwój tego roweru.

Kosmetyka
Wszystkie zmiany między generacjami DSXów można zamknąć w: innych kolorach i podejściu do wykończenia połączenia górnej rury ramy z podsiodłówką. Generalnie dla nas nic nowego i mógłbym o nowym modelu powiedzieć tyle samo dobrego co o poprzednim modelu. DSX zawsze wygrywał ceną. Prezentowany nowy DXS1, kosztuje 4400 zł, czyli tyle co dobre koła karbonowe i oczywiście w wersji podstawowej świetnie nadaje się do szeroko pojętej jazdy w niemal każdym terenie.
Osobiście zawsze biorę duże rozmiary od Marina. Prezentowany to L, ja mam 180 wzrostu. Zdecydowanie nie chciałbym mniejszego rozmiaru, ponieważ lubię bardziej wyciągniętą pozycję i jak pierwszy raz wsiadłem na DSXa, to poczułem się jak na moim prywatnym MTB.


Nowe modele to jak zwykle inne malowanie. Prezentowany zielony najbardziej trafia w mój gust, ale poprzednio testowany ciemny srebrny również mi się podobał. Ogólnie Marin potrafi ładnie pokolorować swoje rowery i nawet te całe czarne wyglądają dobrze.
DSX1 poszedł też w inny osprzęt. Shimano Deore z poprzedniego modelu, zostało wyparte przez 11 rzędowe Tektro Gemini z kasetą 11-50 i koronką w korbie 42. Można pomyśleć, że producenci poszli po kosztach, ale po dwóch miesiącach brudnej jazdy stwierdziłem, że ten napęd jest hitem sezonu i zasługuje na oddzielny materiał, który oczywiście można już znaleźć na naszej stronie i YT.
Mógłby być jeszcze lepszy
Rower ma bardzo dobry core. Rama ze świetną geometrią, ładna, z chowanymi przewodami i dostosowana pod droppera. Karbonowy widelec z dużym offsetem, który ułatwi nam jazdę w dół nawet w wymagającym terenie.
Mnie brakuje jednak dynamiki a wiadomo, że dynamika idzie z kół. Mając ten model nie zawahałbym się wpakować w niego kół karbonowych, choć wiadomo, że wybrałbym najtańszy z najlżejszych zestawów. Oczywiście rozwiązanie bezdętkowe to podstawa, a optymalna szerokość wewnętrzna, to w tym przypadku 25 mm. Do tego opony MTB z maksymalnego zakresu jaki DSX przyjmie. Producenci podają 2.1″, więc szukałbym właśnie czegoś 2”, bo patrząc jak przy tym szerokim widelcu wygląda gravelowe 45, to jest biednie. Poza tym wiem co chciałbym na tym rowerze jeździć i nie byłyby to 200 km wyprawy po asfaltach.


Nikt nie pogniewałby się również na nową kasetę. Najlepiej z zakresem 11-42/46. W standardzie mamy korbę 42T i przy dużo niższej masie kół, rower jechałby pod górę znacznie sprawniej. W sklepowej konfiguracji tylko kilka razy użyłem największą tarczę 50.
Na koniec ostatnia ważna zmiana – dropper. 10 cm wystarczyłoby, żeby zyskać dużo większy komfort na zjazdach. Obecnie sztyca trochę przeszkadza na stromych ściankach. Osobiście jestem już mocno przyzwyczajony do droppera i jeśli ktoś chce bardziej pobawić się na zjazdach, to opuszczana sztyca jest standardem.





Walka o lepszą dynamikę
Standardowo zamontowane koła mocno ograniczają dynamikę roweru. Nie mówię tutaj nawet o podjazdach, bo przy takim zakresie kasety wszystko udaje się podjechać. Problem, to techniczna jazda, gdzie czasami trzeba podrzucić tył, podnieść przód, szybciej poskładać rower na zakrętach. W tej konfiguracji tego brakuje.
W formie testu postanowiliśmy sprawdzić, jak rower zmienia swoją charakterystykę z dużo lżejszymi, karbonowymi kołami. Sama przekładka kół pozwoliła zaoszczędzić ponad 2 kg, ale nie chodzi mi o zrobienie z DSXa najlżejszego roweru na świecie, tylko dodać mu dynamiki. Reszta komponentów sprawdza się idealnie i tego nie trzeba ruszać.



To jak zachowuje się DSX po zmianie kół przerosło moje oczekiwania. Chciałem dynamikę i jest. Różnica w masie jest olbrzymia (2 kg), ale jeśli tak duża różnica pochodzi z samych kół, to musi być dobrze. Już sam wygląd roweru na wyższym stożku sprawia, że na tym rowerze chce się mocniej jeździć. Przód zrobił się bardzo lekki, co oczywiście poprawiło realizowanie szybkich decyzji w terenie. Bardzo żałuję tylko, że na karbonowe koła nie były założone bardziej terenowe gumy.
Nie zmienialiśmy kasety i została moja prywatna 11-36. Duża różnica zakresu względem 11-50, a jednak przy takim odciążeniu, udawało się podjechać wszystko. Przy koronce w korbie 42, niektóre ścianki szły na granicy i dobrze, że były krótkie. Rower oczywiście bardzo szybko się napędza, co najlepiej widać na asfaltach zwłaszcza, że opony są bardziej zorientowane na asfalt.
Film i zdjęcia: http://www.peesmovie.pl